Cezary Kucharski: Do dzisiaj pamiętam jego twarz po tej sytuacji. Program meczowy

Czy to ostatni program meczowy w tym sezonie? To całkiem możliwe, jednak całkowicie zależne od postawy zawodników „Dumy Warmii” i Kotwicy Kołobrzeg. My skupiliśmy się na tym, co zależne od nas i porozmawialiśmy z byłem zawodnikiem Stomilu i tarnobrzeskiej Siarki, Cezarym Kucharskim.

Wersja elektroniczna programu meczowego – POBIERZ

PEŁNA ROZMOWA Z CEZARYM KUCHARSKIM

Zacznijmy od ważnej kwestii, co z pańskim zdrowiem?

– A dziękuję. Całkiem dobrze, wszystko idzie do przodu. Ostatnie wyniki badań były dosyć dobre, więc jest we mnie optymizm, że uda się całkowicie wyjść z tej choroby. Moja walka pewnie jeszcze trochę potrwa, ale jestem dobrej myśli.

Nawiązując do pańskiego wpisu na Twitterze o meczu z okazji 100-lecia istnienia klubu Orlęta Łuków. Będzie pan gotowy do gry w tym spotkaniu?

– Byłem w bardzo dobrej formie, natomiast zerwałem ścięgno Achillesa i teraz się rehabilituję. Mam nadzieję, że uda mi się przygotować na tyle, by móc, chociaż na chwilę pojawić się na boisku.

Jest pan wychowankiem Orląt Łuków, z których trafił pan do Siarki Tarnobrzeg. Jakie uczucia wiążą pana z klubem z Tarnobrzegu?

– Z Siarką wiążą mnie bardzo dobre i miłe uczucia. Spędziłem tam trzy i pół roku. Tam poznałem, w klasie licealnej, moją żonę, z którą jestem do dzisiaj. Więc oprócz korzyści zawodowych, sportowych – Siarka dała mi szansę wypłynąć na szersze wody – były także korzyści prywatne. Z Siarką awansowaliśmy do I ligi (dzisiejsza ekstraklasa – przyp. red.) i rozegrałem tam 49 meczów. Do dzisiaj jestem najlepszym strzelcem Siarki w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przejście do zespołu z Tarnobrzega było dla mnie bardzo dobrym wyborem.

Nawiązując do niedzielnego meczu Stomilu z Siarką – śledzi pan losy obu klubów?

– Oczywiście, zerkam na tabelę, orientuję się w sytuacji klubów. Oba zespoły są na dwóch biegunach – Stomil ma szansę awansować, Siarka spadła już z ligi. Być może w niedzielę pojawię się na meczu w Olsztynie, może uda się mi się wyrwać z Warszawy. Michał Żukowski często zaprasza mnie na mecz Stomilu, więc sobotnie spotkanie z Siarką to dobry powód, by wyrwać się do Olsztyna.

Na początek serii pytań o Stomilu – co przychodzi panu na myśl o Stomilu i Olsztynie?

– W Olsztynie spędziłem bardzo fajny rok. Mieliśmy dobrą drużynę, zrealizowałem swoje cele sportowe – można powiedzieć, że w Olsztynie, pod wodzą trenera Bogusława Kaczmarka, odbudowałem się. Poznałem tam sporo osób, z którymi utrzymuję kontakt, więc bardzo miło wspominam grę i pobyt w Olsztynie. Lubię tam wracać, choć z racji różnych aktywności rzadko to robię, to przyjeżdżając do Olsztyna, czuję się, jakbym wracał do domu. Wiążę z tym miastem same serdeczne wspomnienia.

Do Stomilu trafił pan z Legii, do której odszedł pan po roku. Jakie były przyczyny tak szybkiego powrotu do stolicy?

– W Olsztynie zaczęły się problemy. Prezes klubu i główny sponsor Roman Niemyjski w połowie sezonu zaczął mieć problemy, a w klubie brakowało pieniędzy. Oferta z Legii była dla mnie po prostu dobra, Legia była także klubem mojego dzieciństwa, więc gdy dostałem tę propozycję, ciągnęło mnie do Legii. Ważne było też, że moja rodzina mieszkała w Warszawie.

Ciekawych historii z tamtego sezonu na pewno jest multum. Najgłośniejsza z nich dotyczy transferu Zbigniewa Małkowskiego. Coś jeszcze przychodzi panu na myśl o tych czasach?

– Musiałbym poszperać w pamięci, bo minęło już trochę lat. Akcja z pieniędzmi była jak z filmu. Na pewno Zbyszek Małkowski mógłby więcej o tym opowiedzieć. Nie byłem uczestnikiem tej akcji, ale słyszałem o niej od zawodników. Ta sytuacja idealnie opisuje dzikie czasy w naszej piłce, dotyczące funkcjonowania w tamtych czasach. Pamiętam, że atmosfera w szatni była bardzo dobra, wesoła, nie brakowało żartów. Także sportowo ta drużyna reprezentowała sobą dużą wartość. Jeśli chodzi o szczegółowe historie – musiałbym poszperać w głowie lub archiwum, bo pobyt w Olsztynie mam dobrze udokumentowany.

W Ekstraklasie, w Stomilu, rozegrał pan 26 spotkań. Jest jakieś, które szczególnie zapadło panu w pamięć?

– Mecz z Legią, który wygraliśmy 1:0. Bodajże było to pierwsze, historyczne zwycięstwo Stomilu nad Legią. Pamiętam, że wychodząc z tunelu ówczesny trener Legii, Franciszek Smuda, który już wtedy chciał mnie w Legii, zagroził mi w formie żartu i powiedział: Tylko mi się tutaj nie wygłupiaj. Wiadomo, mecz z Legią we wszystkich piłkarzach wyzwala podwójną motywację, tak było też ze mną. Bardzo chciałem wygrać to spotkanie i udało się. Jest też mecz, który chciałbym zapomnieć. To również spotkanie z Legią, tym razem na Łazienkowskiej, gdy strzeliłem swojaka, a my gładko przegraliśmy 0:4. Także mecze z Legią na pewno zapamiętałem.

Głośną sytuacją był także brutalny faul Tomasza Ciesielskiego. Podobno zgłosił pan tę sprawę na policję. Jaki był jej finał?

– To były zbójeckie czasy, ten mecz rzeczywiście nie należał do przyjemnych. Tomasz Ciesielki brutalnie sfaulował mnie od tyłu. Gdy byłem 70 metrów od bramki przeciwnika, od tyłu skoczył mi dwiema nogami na łydkę. Przeciął tę łydkę i musiałem mieć ją zszywaną. Na szczęście nie dotknął ścięgna Achillesa. Pamiętam, że sędzia Marek Kowalczyk, który wcześniej skręcił mecz finałowy Pucharu Polski – Amiki Wronki z Aluminium Konin, podszedł do mnie i powiedział: Wstawaj, nie udawaj. Wtedy się wkurzyłem, gdy nachylił się nade mną i powiedział te słowa, miałem pod ręką piłkę, którą rzuciłem mu w twarz. Dostałem za to czerwoną kartkę (śmiech – red.). Do dzisiaj pamiętam, że jego twarz po tej sytuacji była bardziej czerwona niż kartka, którą mi pokazał. Ten sędzia do uczciwych nie należał.

Na olsztyńskim stadionie grał pan także z orłem na piersi. Wie pan o jakim meczu mowa?

– Oczywiście, spotkanie z Litwą, wygraliśmy 2:0. Strzeliłem jedną z bramek, drugą dołożył Wojtek Kowalczyk. Pamiętam, że grałem wtedy w Hiszpanii, to był 1997 rok.

Pamięta pan ostatnią wizytę na stadionie w Olsztynie?

– Niestety była związana z pogrzebem Andrzeja Biedrzyckiego. Świetnego kolegi, z którym grałem w Stomilu. To była moja ostatnia wizyta w Olsztynie i na stadionie.

Na koniec zapytam: jaki wynik typuje pan w niedzielnym meczu Stomilu z Siarką?

– Serce jest za remisem, natomiast rozum podpowiada, że Stomil wygra. W Olsztynie walczycie o awans do 1. ligi, więc jakościowo, co pokazuje tabela, jesteście lepsi.

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej informacji

Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies.

Zamknij