Jeden z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy sportowych i według wielu najlepszy komentator piłkarski w Polsce, Mateusz Borek udzielił nam szczerego wywiadu.

„1 liga, to najdroższa liga na świecie” – kilka tygodni temu wypowiedziałeś takie zdanie. Dlaczego tak uważasz?

– Nie mam co do tego wątpliwości. Kluby, które teraz aspirują do awansu do ekstraklasy, mają budżety na poziomie tych biedniejszych klubów najwyższej klasy rozgrywkowej. Podobnie jest z pensjami dla najlepszych zawodników. Finansowanie i źródła do zapewnienia budżetu też nie mają porównania. Fortuna 1 Liga oraz prawa telewizyjne, przy ekstraklasie są nieporównywalne. Zaplecze ekstraklasy i pieniądze od tytularnego sponsora oraz innych sponsorów ligi w stosunku do pieniędzy z ekstraklasy również nie mogą się równać, ceny biletów w pierwszej lidze w stosunku do biletów w ekstraklasie są dużo tańsze. Ceny karnetów w pierwszej lidze, w stosunku do karnetów w ekstraklasie, nie mają porównania. Możliwość ekspozycji piłkarza w pierwszej lidze, a w ekstraklasie jest nieporównywalna. Zainteresowanie w Ekstraklasie, mimo klubów pierwszoligowych, które maja wiernego kibica od zawsze, też są jednak trochę inne. Zespoły walczące o awans generują duże środki na przygotowania, często wyjeżdżają na zagraniczne zgrupowania, myślę, że więcej argumentów nie trzeba.

Wygląda na to, że niektóre kluby zawarły zakład z losem. „Ekstraklasa albo śmierć”.

– Pierwszoligowcy w dużej mierze finansowane są z budżetu miasta, gdzie się dzisiaj podatnik bacznie przygląda. Widzimy dzisiaj, że teraz w epoce pandemii, gdy doszło do dyskusji na temat obniżeń, to tak naprawdę wielu mieszkańców wielu miast, które finansują stypendia, dowiadują się ile ci piłkarze zarabiają i jakie to są pieniądze. Podniósł się rumor. Ludzie są pewnie zszokowani, że piłkarz nie będący na poziomie ekstraklasy, zarabia naście tysięcy złotych. Podejrzewam, że to jest wiedza, którą mamy my, a nie wie tego zwykły mieszkaniec i podatnik, ile może zarabiać piłkarz na drugim szczeblu rozgrywkowym. Są takie kluby na zapleczu ekstraklasy, które jak nie awansują, to moim zdaniem nie będą w stanie utrzymać swojego poziomu sportowego w następnym sezonie. Niektórzy bardzo zaryzykowali dobierając piłkarzy, myśląc – jeśli nie teraz, to za bardzo długi czas.

Znasz wielu byłych reprezentantów Polski, którzy próbowali później sił w zarządzaniu klubami sportowymi czy innymi podmiotami. Jak się na to zapatrujesz?

– Wiem do czego pijesz. Dzisiaj większą wiarę w Wojtka Kowalewskiego daje mi prowadzenie jego akademii, niż to, ze grał w piłkę w Spartaku Moskwa i reprezentacji Polski. Fajnie, ze ktoś poczuł boisko, ale w kontekście umiejętnego zarządzania zasobami ludzkimi i pieniędzmi, to nie ma żadnego znaczenia. Wojtek już sam tego biznesu dotknął, wie czym są koszty, wie jak minimalizować ryzyko strat, to jest takie przekładanie biznesu mikro na biznes makro. Skoro dostał zaufanie od Michała Brańskiego, to moim zdaniem będzie teraz dbał o klub właściciela Stomilu, jak o własny. Ja się bardzo cieszę, że ludzie piłki zostają w piłce, ale często ludzie, którzy nigdy nie robili biznesu sobie teoretyzują. Wojtek taką wiedzę  już ma.

Za chwilę Stomil wyemituje akcje, które trafią do ogólnej sprzedaży. To dobry pomysł na rozwój klubu?

– To bardzo dobry pomysł, ale tutaj najważniejsza będzie skuteczna komunikacja. Dzisiaj każdy liczy. Nawet jeśli ludzie maja pieniądze, to potrafią liczyć. To nie jest tak, że ludzie majętni, mając dzisiaj nawet niższe obroty albo wykazując ostrożność biznesową, nie chcą pomóc. Chcą pomóc i pomogą, tylko chcą mieć przekonanie, że ich pieniądze nie są przejedzone, tylko fajnie inwestowane, albo że rzeczywiście pomagają klubowi. Dzisiaj skuteczność sprzedaży tych akcji, będzie zależała od właściwego uświadomienia kibiców, o co chodzi w tych akcjach. Dlaczego one są potrzebne, w jaki sposób mogą zmienić wartość sportową klubu, jak mocno jeszcze poprawią identyfikację kibica, jak kibice staną się częścią tego projektu na lata, że to nie jest tylko tu i teraz, tylko że to jest zamierzone na lata, na dekady, na pokolenia.

Jak Mateusz Borek postrzega przyszłość olsztyńskiego klubu?

– Realnie, żeby „nie bić piany”, tylko powiedzieć tak jak ja uważam. Będę bardzo zdziwiony, jeśli w ciągu kilku lat nie będzie Stomilu w ekstraklasie. Uważam, że Michał Brański umie liczyć pieniądze, a skoro powiedziałem, że najdroższą jest 1 liga, to dlaczego biznesmen i osoba, która umiała zrobić biznes na innej płaszczyźnie, miałaby dzisiaj dokładać cztery, czy pięć lat, skoro ma świadomość, że mądrze inwestując pieniądze za dwa lata nie będzie musiał do tego biznesu dokładać.

Jesteś osobą mającą rozległą wiedzę na temat Bundesligi. Kibiców, szczególnie na Warmii i Mazurach, bardzo interesują losy Rafała Gikiewicza, uchylisz rąbka tajemnicy, gdzie w przyszłym sezonie zagra były bramkarz Stomilu?

– Mogę powiedzieć tylko tyle, że prawdopodobnie nie opuści Niemiec i że najwcześniej Stomil może do niego zadzwonić za trzy lata (śmiech). Myślę, że do 2023 roku będzie zajęty.

Mamy w województwie kolejny klub na szczeblu centralnym. Do drugiej ligi awansował Sokół Ostróda, pewnie znasz temat?

– Rozumiem, że bardzo zależy Legii żeby mieć kontrole nad swoimi zawodnikami i że poziom drugiej ligi jest zdecydowanie różny, od poziomu trzeciej ligi. Dzisiaj woleliby zawodników nie wypożyczać, tylko mieć ich blisko pierwszego zespołu, trenować w Warszawie. Z drugiej strony sytuacja jest trudna. Mecz został przełożony na prośbę Legii Warszawa, później Sokół nie mógł rozegrać spotkania ze względu na koniec umowy na wynajem stadionu, więc mecz ponownie  przełożono. Tym razem na 1 kwietnia, a tutaj życie zrobiło Prima Aprilis. Pewnie radość Sokoła byłaby większa, gdyby ograł Legię u siebie i wtedy Legia by nie protestowała. Dzisiaj dużo zależy od prawników, dyplomacji. Wygląda na to, że Sokół chce się trzymać twardo regulaminu, ale też tych chłopaków i ten klub rozumiem, bo nie możemy dzisiaj porównywać możliwości finansowych,  trenowania, infrastruktury i nawet takiego codziennego dbania o zawodnika Sokoła, a zawodnika rezerw Legii. Dzisiaj rezerwy Legii to jest niby Legia II, ale tak naprawdę, to jest ten inkubator do Ekstraklasy, czyli wszyscy ci młodzi, zdolni chłopcy, którzy już „łapią” minuty, bądź za chwile będą terminować w pierwszym zespole.

Nie mogę również nie zapytać o przedstawicieli olsztyńskiego MMA – Joannę Jędrzejczyk i Mameda Khalidova. Kibice Stomilu interesują się także tym aspektem. Twoim zdaniem Asia przegrała walkę o pas UFC z Chinką Weili Zhang?

– Polka moim zdaniem wygrała 3:2, ale też nie mógłbym nazwać sędziego, który dał 3:2 dla Chinki, złodziejem, bo miał prawo w ten sposób wypunktować. To jest wielka królowa polskiego MMA, wspaniała dziewczyna. Muszę powiedzieć, że uwielbiam ją jako człowieka i ma wielkie serce, kapitalnie reprezentuje Polskę. Spotkałem ja wiele razy w USA, byłem na jej walkach i myślę, że bardzo często jako Polacy, nie doceniamy tego, jak ona jest rozpoznawalna i szanowana za oceanem. Widziałem to na swoje oczy w Nowym Yorku czy innych amerykańskich miastach i zawsze chwali się, identyfikuje, podkreśla, skąd pochodzi. To jest fantastyczne, jak ludzie się potrafią identyfikować ze swoim miastem, ze swoimi korzeniami, przyjaciółmi, rodziną. Na starość ona nie będzie mieszkać w Vegas, w Nowym Yorku, tylko osiądzie w Olsztynie albo gdzieś nad jeziorem koło Olsztyna. Mamed jest ikoną polskiego MMA. Poza tym, że wciąż jest w nim ogień, pasja i że… łapie ostatnio wielkie szczupaki, to sądzę, że zostanie już na tej ziemi, będzie legendą tej ziemi, będzie wizytówką polskiego MMA, będzie jednym z tych, którzy nauczyli Polaków MMA. I szczerze dziwię się, że nie dostał w Przeglądzie Sportowym specjalnej nagrody za całokształt, bo ja pamiętam nas pracujących przy KSW 2 czy KSW 3 w 2006 roku. W Pubie Champions, gdzie przychodziło dwieście osób, ludzie nie bardzo wiedzieli „z czym to się je”, a przez takich ludzi jak Mamed Khalidov, po pierwsze ludzie ruszyli tłumnie do hal i wypełnili szczelnie Stadion Narodowy, po drugie wielu tych chłopaków, zamiast gdzieś psocić i robić głupoty pod blokiem na ulicy, to się wzięli za trenowanie, zaczęli żyć inaczej, zaczęli spoglądać na pewne rzeczy inaczej.

Premier Morawiecki przychylił się do prośby Prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i od 19 czerwca dwadzieścia pięć procent kibiców wróci na stadiony, ale pierwsze kolejki odbędą się jeszcze bez publiczności.

– Jak ja dzisiaj słyszę, że zgodzono się na sto pięćdziesiąt osób na weselu, to gdzie się można bardziej zarazić – siedząc przy stole, tańcząc w sali weselnej, czy na stadionie, gdzie jest przestrzeń? Moim zdaniem w tym wszystkim jest trochę sztuki dla sztuki, trochę teatru. To tak, jak zawodnicy nie witają się przed meczem, a później albo stoją razem w murze, albo walczą o pozycje w polu bramkowym przy stałym fragmencie gry. To wszystko jest trochę dziwne.

Stomil Olsztyn kończy w tym roku siedemdziesiąt pięć lat, czy Mateusz Borek komentował mecz Dumy Warmii?

– Wiele razy komentowałem mecze Stomilu, ale jeden wspominam szczególnie. Zaczynając pracę w Canal+, pierwszy mecz, na który mnie wysłano w roli reportera, to spotkanie Stomil Olsztyn – Legia Warszawa (31.07.1998 r. – przyp.). Pamiętam to jak dziś, wynik 1:2, a zwycięskiego gola dla Legii tuż przed końcem strzelił Marcin Mięciel. Bardzo pozytywnie kojarzy mi się Stomil i Olsztyn, który bardzo lubię.

Kiedy przyjedziesz do Olsztyna, a dokładniej na stadion przy al. Piłsudskiego 69A?

– Jeśli Prezes Wojciech Kowalewski mnie zaprosi, to oczywiście przyjadę. Byłem w Olsztynie trzy tygodnie temu w sprawach biznesowych. Mam bardzo dużo zajęć również w tym regionie Polski i było by miło pogodzić jakąś wizytę z odwiedzeniem stadionu oraz obejrzeniem meczu.

W imieniu prezesa Wojciecha Kowalewskiego i swoim, zapraszam na mecz.

– Dziękuję bardzo, na pewno skorzystam. Serdecznie pozdrawiam wszystkich kibiców na Warmii i Mazurach.

Rozmawiał: Marek Kleitz

Zdjęcie główne: kadr z Kanału Sportowego.