W meczu siódmej kolejki Fortuna 1 Liga Stomil Olsztyn mierzył się z Zagłębiem Sosnowiec. Niestety podopieczni Piotra Zajączkowskiego doznali pierwszej porażki przed własną publicznością w tym sezonie.

  • Stomil Olsztyn – Zagłębie Sosnowiec 1:3 (1:1)

1:0 – Lech (10), 1:1 – Małecki (26), 2:1 – Małecki (60), 3:1 – Pawłowski (90)

Stomil: Skiba – Bucholc, Remisz, Mosakowski, Kubáň – Siemaszko (79 Hajda), Pałaszewski, Biedrzycki, Lech (82 Cetnarski), Niedziela (68 Hinokio) – Sobczak.

Zagłębie: Perdijic – Nawotka, Pawłowski, Ryndak, Radkowski, Hołota, Seedorf (46 Słomka), Polczak, Małecki (81 Bilenkyi), Stewart (55 Sinior), Piasecki

Żółte kartki: Pałaszewski, Mosakowski (Stomil)
Czerwone kartki: 

Widzów: 2579

Już pierwsze akcje dzisiejszego spotkania pokazały, że to będzie niezwykle zacięty pojedynek i obydwie drużyny myślą wyłącznie o trzech punktach. W drugiej minucie olsztynianie groźnie zaatakowali lewym skrzydłem, z którego dośrodkowywał Siemaszko, ale piłkę zdołał wypiąstkować bramkarz gości. Na odpowiedź Sosnowiczan nie trzeba było długo czekać. W kolejnej akcji strzelał głową snajper przyjezdnych, ale piłka minimalnie minęła naszą bramkę.

Szósta minuta gry to kolejna świetna akcja Biało-Niebieskich. Podopieczni Piotra Zajączkowskiego zdołali zaskoczyć rozegraniem rzutu wolnego piłkarzy Zagłębia i z piłką w pole karne wpadł Bartłomiej Niedziela. Jego bardzo dobry strzał na bramkę instynktownie wybronił Perdijic.

W ósmej minucie gry piłka po strzale olsztynian w końcu zatrzepotała w bramce rywali, ale niestety arbiter odgwizdał spalonego. W jedenastej minucie gry sędzia nie miał już jednak wątpliwości.  Rewelacyjny kontratak wyprowadził Stomil. Prawą stroną grę mocno pociągną Bartłomiej Niedziela, który znakomicie wyłożył piłkę Szymonowi Sobczakowi. Jego strzał z trudem obronił Perdijic, ale z dobitką Grzegorza Lecha nie miał już szans i pomocnik Stomilu ponownie zaprezentował słynnego już w całej Polsce „Kormorana”.

Grzegorz Lech oficjalny, 350. mecz w barwach Stomilu Olsztyn.

– Wynik jest bardzo słaby, a przez pryzmat wyniku jesteśmy oceniani. Nie zafunkcjonowaliśmy dziś jako zespół. Chcieliśmy zagrać otwarcie i stwarzać sobie sytuacje – powiedział Grzegorz Lech.

W piętnastej minucie meczu przyjezdni powinni doprowadzić do wyrównania. W sytuacji sam na sam z Piotrem Skibą znalazł się Szymon Pawłowski, ale znakomicie spisał się nasz golkiper i dalej było 1:0. Sześć minut później znów groźnie zrobiło się pod naszą bramką. Kombinacyjny rzut wolny rozegrało Zagłębie, ale najpierw strzał obronił Skiba, a chwilę później sędzia odgwizdał spalonego.

Niestety w dwudziestej szóstej minucie gry, po błędzie jednego z naszych zawodników znakomity atak przeprowadzili goście. Tym razem w pojedynku jeden na jednego Skiba nie miał szans z Patrykiem Małeckim, który precyzyjnym strzałem po długim słupku zdobył bramkę i tym samym doprowadził do wyrównania.

W trzydziestej trzeciej minucie Stomil ponownie próbował wyjść na prowadzenie. Po przejęciu piłki w środku pola ze skrzydła dogrywał Lech, ale jego dośrodkowanie było za głębokie i piłka opuściła plac gry.

W trzydziestej ósmej minucie meczu znów groźnie zaatakowali olsztynianie. Kolejny kontratak i kolejny znakomity rajd z piłką Niedzieli, który zakończył się faulem w polu karnym. Do piłki podszedł Grzegorz Lech i… niestety jego strzał obronił Perdijic. Nasi zawodnicy próbowali jeszcze dobijać piłkę, ale nic z tego nie wyszło.

– Ten dzisiejszy mecz mógłby wyglądać inaczej, gdybym strzelił karnego na 2:1. To wtedy my byśmy grali jak Zagłębie Sosnowiec – z głębokiej defensywy, z kontry, uruchamialibyśmy swoich ofensywnych zawodników. Chcieliśmy natomiast grać o zwycięstwo i przy 1:1 cały czas parliśmy na przeciwnika i nadzialiśmy się na kontrę. Później byliśmy przy piłce, ale to zespół z Sosnowca miał tak naprawdę groźniejsze sytuacje po przeprowadzonych kontrach na co ewidentnie czekali od początku meczu – skomentował po spotkaniu Grzegorz Lech.

W ostatniej minucie pierwszej połowy doskonale zaatakował jeszcze raz Stomil. Lewym skrzydłem doskonały rajd zaliczył Artur Siemaszko, ale jego dośrodkowanie niestety wybili obrońcy gości. Chwilę później Olsztynianie mieli jeszcze dwa rzuty rożne, ale nie udało się tego zamienić na bramkę. Do końca pierwszej części gry żadna z drużyn nie zdołała już zdobyć bramki, choć okazję ku temu miało Zagłębie. Piłkę niemal z linii bramkowej wybił na szczęście Bucholc. Chwilę później sędzia gwizdnął po raz ostatni w tej połowie i piłkarze zeszli do szatni przy wyniku 1:1.

Drugą połowę zdecydowanie lepiej rozpoczęli zawodnicy Stomilu Olsztyn. Najpierw z głębi pola Wiktor Biedrzycki doskonale zagrał do Sobczaka, ale jego strzał minął bramkę gości. W czterdziestej ósmej minucie dwójkową akcję przeprowadzili Siemaszko i Sobczak. Płaskie dośrodkowanie tego drugiego próbował wykończyć Niedziela, ale sędzia liniowy dopatrzył się pozycji spalonej. Nie minęły dwie minuty i znów bramkę mogli zdobyć Olsztynianie. W ogromnym zamieszaniu w polu karnym gości żaden z naszych piłkarzy nie zdołał niestety skierować piłki do bramki.

Piłkarze z Sosnowca potrafili się odgryźć dopiero w pięćdziesiątej ósmej minucie gry. Z lewego skrzydła dośrodkowywał Wojciech Słomka, ale żaden z zawodników gości nie przeciął jego zagrania.

Niestety niewykorzystane sytuacje Stomilu zemściły się na nas w sześćdziesiątej minucie gry. Znów dobrze kontratak rozprowadził Szymon Pawłowski, który wyłożył piłkę do Małeckiego, a ten pewnym uderzeniem zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu i wyprowadził gości na prowadzenie.

W sześćdziesiątej czwartej minucie mogło być 3:1, ale swój błąd szybko zdołał naprawić Rafał Remisz i wynik nie uległ zmianie. Dobrą okazję do wyrównania nasi piłkarze mieli w sześćdziesiątej szóstej minucie gry. Na 25 metrze sfaulowany został Artur Siemaszko. Sam poszkodowany podszedł do piłki i oddał dobry strzał tuż pod poprzeczkę, ale bramkarz gości zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Chwilę później mieliśmy rzut z autu, który omal nie zakończył się trafieniem samobójczym Sosnowiczan. Piłka niestety zatrzymała się na poprzeczce bramki rywali.

W siedemdziesiątej trzeciej minucie doskonały atak rozegrali przyjezdni. Mocny strzał Piaseckiego zmierzający w samo okienko naszej bramki dobrze obronił jednak Piotr Skiba. Stomil odpowiedział gościom w siedemdziesiątej szóstej minucie meczu. Dobry i mocny strzał z okolicy trzydziestego metra oddał Koki Hinokio. Strzał młodego Japończyka z trudem odbił bramkarz Zagłębia. Kolejne minuty gry to zmasowane ataki Stomilu. Najpierw rzut wolny ze skraju pola karnego, chwilę później mocny wrzut za autu i dobra okazja Jakuba Mosakowskiego. Niestety obrońca nie trafił w światło bramki i wciąż przegrywaliśmy.

Z każdą kolejną minutą Stomil napierał z coraz większą intensywnością. W osiemdziesiątej czwartej minucie gry mogliśmy doprowadzić do wyrównania, ale znakomicie we własnym polu karnym zachowali się defensorzy Zagłębia. Jedną z ostatnich szans do doprowadzenia do uniknięcia porażki Olsztynianie mieli w dziewięćdziesiątej minucie. Rzut wolny wykonywał Mateusz Cetnarski, ale niewiele z tego wynikło.

Chwilę później z kontrą wyszli Sosnowiczanie, którzy niestety za sprawą niezwykle aktywnego tego dnia Szymona Pawłowskiego podwyższyli prowadzenie na 3:1.

Do końca spotkania wynik meczu już się nie zmienił i Stomil przegrał pierwszy mecz w tym sezonie przed własną publicznością.