Juniorzy Stomilu Olsztyn przegrali w niedzielę w Jezioranach z UKS-em SMS Łódź 1:3. Łódzka drużyna tym samym zapewniła sobie awans do Centralnej Ligi Juniorów. 


Jakbyś ocenił niedzielny mecz w Jezioranach?

– Na wstępie chciałbym pogratulować awansu Prowadziliśmy do przerwy. Tak naprawdę tylko nasze błędy, brak komunikacji sprawiały, że SMS docierał pod bramkę Błażeja Cabana. W innych przypadkach rywale po prostu bili głową w mur i mieli tylko jedną klarowną sytuację. Zasłużenie prowadziliśmy po pierwszej połowie. W porównaniu w tamtym meczem było dużo wzmocnień – zagrał chociażby Jakub Mosakowski – i o wiele lepiej prezentowaliśmy się fizycznie. Wiedzieliśmy, że łódzki zespół gra mocno fizycznie, więc przez tydzień poprzedzający mecz trenowaliśmy pod kątem wytrzymałości i własnie fizyczności. Duża tu zasługa trenera Macieja Szostka, który bardzo nam pomógł w mikrocyklu. Kładliśmy też nacisk na defensywę przy stałych fragmentach gry, gdyż wiedzieliśmy, że jest to mocną stroną naszych rywali. Szczególnie to odczuliśmy przy pierwszym spotkaniu przeciwko nim, gdzie trzy z pięciu goli padły po stałych fragmentach gry. Teraz byliśmy na to dobrze przygotowani. Nasz gol to akcja po fajnym rozegraniu piłki na dwa-trzy kontakty. W przerwie dokonałem zmiany. Nie chcieliśmy ryzykować zdrowia Jakuba Mosakowskiego, tym bardziej, że sam zakomunikował, iż ostatnie pięć minut pierwszej połowy grał „na ryzyku” oraz nie chce dalej ryzykować przez problem z achillesem, który pojawił się przy wyskoku do piłki. Wszedł Maciej Dziarmaga. Co prawda jest on nieco gorszy pod względem warunków fizycznych, ale nie zagrał gorszego meczu. Jakub Jurczak, kolejna kontuzja – prawdopodobnie staw skokowy. Przy wyniku 2:1 odkryliśmy się i szukaliśmy swojej szansy. Mieliśmy sytuacje, ale brakowało decyzji i precyzji. Remis był w zasięgu. W końcówce jeden z naszych strzałów został zablokowany, poszła kontra, a że atakowaliśmy już całą drużyną to nie zdążyliśmy z powrotem, także padł gol na 1:3. Mimo niekorzystnego wyniku jestem naprawdę zadowolony, gdyż pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę na tle groźnego rywala. Goście w szatni przed meczem zostawili szampany, aby później móc świętować, ale do przerwy chyba musieli zastanawiać się czy te szampany nie są przedwcześnie. My dalej walczymy o to, aby zakończyć sezon na drugim miejscu, a zostały trzy kolejki do końca. W najbliższy weekend jedziemy do Znicza Pruszków, gdzie będzie to kolejne starcie na szczycie tabeli. Będziemy musieli sobie radzić bez rocznika 2002, gdyż występują oni już w juniorze młodszym, gdzie młodsza kategoria wiekowa ma swoje założenia i chciałaby je wypełnić.

Do Twojej drużyny dołączył zawodnik, którego bardzo chciałeś w swojej drużynie, gdy zobaczyłeś go w akcji w treningu pierwszego zespołu. Mowa tu o Japończyku 18-letnim Kokim Hinokio, który przybył zimą do Stomilu. Po kilku rozegranych meczach w Makroregionalnej Lidze Juniorów zbierał pozytywne recenzje. W zeszłej kolejce bramka przeciwko olsztyńskiej Warmii, a wcześniej dwie asysty w meczu z Wisłą Płock.
– Koki jest bardzo zdolny technicznie, bardzo kreatywny. To nie jest zawodnik z walorami fizycznymi, lecz ma świetny przegląd pola. Na poziomie juniorskim gra bardzo dobrze. Minusem jest delikatny problem z komunikacją.

W jakim języku odbywa się komunikacja? Koki zna kilka słów po polsku, w miarę posługuje się językiem angielskim.
– Chłopacy wspierają go, edukują. Tłumaczę po angielsku zadania podczas treningu. Trochę gorzej wygląda to podczas gry, bo nie rozumie wszystkiego.