Na długo w pamięci kibiców utkwił zapewne fakt awansu Stomilu Olsztyn do Ekstraklasy w sezonie 1993/94 oraz późniejsza rywalizacja z najlepszymi drużynami naszego kraju. Z najnowszej historii można też zanotować przejście z drugoligowego szczebla rozgrywek do I ligi w 2012 roku. Mało mówi się jednak o pierwszym, poważnym awansie „Dumy Warmii”. Konkretnie chodzi o sezon w drugiej lidze w sezonie 1973/74. Wspominamy go razem z wieloletnim zawodnikiem Stomilu Olsztyn, Januszem Mocholą.

 

Imię i nazwisko: Janusz Mochola
Data oraz miejsce urodzenia: 13.10.1951 r., Lidzbark Warmiński.
Kluby: Polonia Lidzbark Warmiński (do 1968 r.), OKS OZOS/Stomil Olsztyn (6.09.1968 r. – 1983 r.)
Pozycja na boisku: napastnik/obrońca.

– Na początku ściągnięto mnie jako napastnika, strzelałem dużo bramek. Tydzień przed przejściem do OZOS-u grałem jeszcze w ligowym meczu juniorów Polonia – Jeziorak Iława. Po kilku meczach w juniorach OZOS-u zacząłem grać w seniorach. Później trener Woźnica przekształcił mnie na obrońcę. Może był to i dobry ruch, bo lubiłem grać na tej pozycji. Obojętne mi było czy to była lewa, bądź prawa obrona. Byłem obunożny, w juniorach ćwiczyłem granie lewą i prawą nogą. Kiedy trener Woźnica ustawił mnie w pierwszym meczu na lewej obronie to od tamtej pory grałem w pierwszym składzie.

– Kondycja była u mnie taka, że – jak to chłopaki mówili – mogłem zająca zabiegać. Waleczność i technika. Pamiętam, gdy była tutaj ekstraklasa to kibice starszej daty mówili, że za późno trochę urodziłem się.

– Dla mnie barwy klubowe były świętością. Dlatego nigdzie nie grałem później w innym klubie, niż Stomil. Gdy byliśmy w lipcu 1977 roku w Rovaniemi to z Jerzym Budziłkiem mieliśmy propozycję gry. Pamiętam datę doskonale, gdyż w tym samym roku ożeniłem się, żonę „sprowadziłem” z Kluczborka do Olsztyna. Gdzie się zapoznałem? Na jednym z obozów Stomilu. Dałem też słowo Władysławowi Leonhardowi, że zostanę. Wyszedłem z jego biura i otrzymałem na ul. Dworcowej mieszkanie. Pamiętam, gdy spadaliśmy z drugiej ligi to otrzymywałem propozycje gry w innych klubach.

Pewnego razu byłem zaproszony. Miał przed sobą taką makietę obiektu i padł mniej więcej taki dialog:
– Janusz, co robimy? Światła czy podgrzewaną murawę? Turbiny mamy, prąd mamy.
– Jak już robimy to jedno i drugie.

Przy stadionie miała być też hala na kilka tysięcy miejsc oraz lodowisko.

– Pamiętam pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Znajomy pracował w OZOS-ie, podszedł do mnie i powiedział, że zmarł Leonhard.

Władysław Leonhard zmarł 25 grudnia 1979 roku w Mikołajkach. Ulica przy fabryce opon nosi jego nazwisko.

Pana Janusza często nazywano… Janem.
– Zawsze ścigam Janusza Poryckiego, że nie jestem Jan tylko Janusz. (śmiech) Wszyscy do mnie mówili Jasiu i tak przylgnęło.

„Nie będzie to łatwy rok dla zawodników Stomilu. Nie odgrywali oni czołowej roli w byłej lidze międzyokręgowej i sądzić należy, żę niewiele się nauczyli przez ostatnie tygodnie. (…) Wprwadzie w Stomilu grać będzie były zawodnik Gwardii Olsztyn Bogdan Bujkiewicz, jednak nie jest to takie zasilenie zespołu, jakie byśmy sobie życzyli. Trudności kadrowe powiększa fakt, iż Zbigniew Sosnowski ma nogę w gipsie i przez 2-3 tygodnie nie będzie mógł uczestniczyć w treningach i spotkaniach mistrzowskich.” – kalkulowała przed startem sezonu Gazeta Olsztyńska.

Drużynę objął Leon Wolny (wcześniej prowadził Otmęt Krapkowice). Razem z Andrzejem Cechelikiem, mającym udział w ostatnich sukcesach Stomilu w lidze międzywojewódzkiej, aplikowali piłkarzom dwa treningi dziennie.

Przed startem olsztyńscy piłkarze przebywali na dwutygodniowym obozie w Gdyni.

Sparingi rozegrane w Gdyni:
  • Unia Tarnów (1:0 i 0:1)
  • Piast Gliwice (1:3 i 4:2)
  • Bałtyk Gdynia (0:1)

Leon Wolny twierdził, iż Stomil jest przygotowany dobrze pod kątem taktycznym i kondycyjnym, lecz szwankuje trochę technika. Przed przytoczonymi wypowiedziami dla Gazety Olsztyńskiej bardzo często pojawiał się przed imieniem skrót mgr.

– Skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a oprócz tego był trenerem i bardzo inteligentnym człowiekiem. Nie był konfliktowy, ani wulgarny. Bardzo kulturalny gość. Kiedyś było tak, że Władysław Leonhard rozmawiał z trenerem na temat przebywania z zespołem w barze Andromeda. Leon Wolny odpowiedział, że to przez niego zawodnicy zostali zaproszeni, wypili koniaczek. To, że później zostali w Andromedzie to była… forma roztrenowania. Dyrektor już więcej nie zadawał pytań.

Skład Stomilu przed startem sezonu 1972/73:
Marek Szczech (przyszedł z Mazura Pisz, od 1975 roku przez następne trzynaście lat bramkarz Pogoni Szczecin, w 1987 roku zagrał w dwóch meczach narodowej reprezentacji), Bogdan Bujkiewicz (Gwardia Szczytno), Jerzy Ossowski (Start Nidzica), Wacław Pietruszyński, Antoni Gniedziejko, Janusz Mochola, Jerzy Sosnowski, Zbigniew Sosnowski, Józef Przybysz, Mirosław Tryba, Jerzy Lankowski, Maciej Lewiński, Andrzej Pacocha, Henryk Kubiak, Roman Jaczek, Zbigniew Kubelski, Ryszard Sosnowski, Romuald Popławski, Jan Perlejewski, Zbigniew Kupcewicz, Janusz Kupcewicz, Wojciech Lubieniecki.

Pojawiały się informacje czy w zespole z Olsztyna będzie dalej grał Janusz Kupcewicz. Mówiło się, że przejść może do Górnika Zabrze lub Legii Warszawa. W 1974 roku przejdzie do Arki Gdynia, którą będzie reprezentować przez następne osiem lat.

Zanim jednak przejdziemy do inauguracji. Polski Związek Piłki Nożnej na początku lipca 1973 roku dokooptował do drugoligowych rozgrywek wszystkie najlepsze drużyny reprezentujące województwa, więc Stomil mimo zajęcia siódmego miejsca w trzeciej lidze… awansował.

– Było tak, że kiedyś szefem sędziów był Janusz Eksztajn. Pamiętam, że mówił nam, iż dopóki będziemy w grupie warszawskiej trzeciej ligi to nie zapomnijcie o grze wyżej, bo wtedy wszystkie kluby warszawskie musiały wchodzić – mówi Mochola.

Siódmego sierpnia biało-niebiescy mierzyli się jeszcze w sparingu z pierwszoligowym wówczas Zagłębiem Wałbrzych przebywającym na obozie w Ostródzie. Był to ostatni sprawdzian przed sezonem. Stomil przegrał na stadionie Warmii 0:3.

Stomil Olsztyn zawsze starał się być „biało-niebieski”. Piłkarze w takich barwach występowali podczas ligowych spotkań – dominował układ: niebieska koszulka, białe spodenki.

– Pamiętam, że zawsze był problem ze sprzętem. Mieliśmy co prawda później kontakt z Magdeburgiem, ale w latach siedemdziesiątych kontaktowaliśmy się z Chemie Leipzig. Byli oni swego czasu mistrzem NRD (1951 i 1964). Poprzez olsztyńską fabrykę opon i fabrykę w Niemczech to Władysław Leonhard nawiązał współpracę. Pamiętam, że graliśmy z nimi mecz to tutaj władowali nam „czwórkę” do zera, a gdy byliśmy u nich to dostaliśmy „siódemkę”. Zdarzało się, że rywale przyjeżdżali do nas specjalnie w podobnej kolorystyce biało-niebieskiej co my.

Bywały jednak małe ustępstwa od barw.

– Były biało-niebieskie barwy, ale czasami bywało tak, iż klub miał żółto-niebieskie barwy. Żółty ze względu na związek zawodowy chemików. Zawsze nalegałem, że żółto-niebieskie mogłyby być, ale „w zastępstwie”, ale pierwszeństwo miałyby kolory biały oraz niebieski.

Planowano przy stadionie otworzyć mały sklepik klubowy, lecz na planach tylko się skończyło.


  • 12.08.1973 r., Stomil Olsztyn – Arka Gdynia 1:1 (0:0)
    1:0
    – Kupcewicz (53), 1:1 – Bieliński (71)

Stomil: Pietruszyński – Mochola, J. Sosnowski, Przybysz, Tryba, Jaczek, R. Sosnowski (Lankowski), Bujkiewicz, Kupcewicz, Lewiński, Perlejewski.

Arka: Burzyński – Zieliński, Bieliński, Kędziak, Bachleda (Borkowski), Chodakowski, Gadecki, Wiśniewski, Szybalski, Rajski (Choruży), Kurzepa.

W biurze klubu mieszczącym się jeszcze przy ul. Gietkowskiej prowadzono przedsprzedaż biletów na imienne listy pracowników zakładów pracy i instytucji z miasta oraz województwa olsztyńskiego. W dniu meczu wejściówki można było zakupić za dwadzieścia złotych. Łącznie na obiekt Warmii Olsztyn przybyło blisko sześć tysięcy ludzi. Arka od kilku lat szturmowała bramy Ekstraklasy. Od czasu awansu (w 1969 roku) na drugoligowy front Arkowcy plasowali się odpowiednio na miejscach 5, 4, 4 i 9. Jak się okaże na końcu sezonu, gdynianie wreszcie dostaną się na najwyższy szczebel rozgrywek dzięki… drobnej pomocy Stomilu.

Mecz odbył się w niedzielę, a w sobotę na terenie zakładów Stomilu odbyło się spotkanie sekretarzy Komitetu Wojewódzkiego PZPR Józefa Buzińskiego i Romana Mirosławskiego z piłkarzami. Józef Buziński zadeklarował wsparcie dla zawodników oraz powiedział:
– Nie sugerujcie się nazwami sławnych klubów czy też nazwiskami przeciwników, grajcie ambitnie i niech ambicja ta będzie poparta rzetelną pracą przygotowawczą – przemawiał Buziński.

Na zebraniu, gdzie uczestniczyli też kierownictwo zakładu Stomilu wraz z przedstawicielami organizacji partyjnej i społecznych, wnioskowano o stworzeniu bazy dla biało-niebieskich. Stomil nadal korzystał z obiektów Warmii Olsztyn.

– Zawsze nam lepiej grało się na wyjazdach, bo wszędzie były dobre murawy. Stomil wynajmował stadion od Warmii i zawsze były jakieś niedociągnięcia. Mam tu na myśli choćby źle przystrzyżoną murawę – wspomina Janusz Mochola.

Widzów powitał oficjalnie prezes Stomilu Władysław Leonhard, sekretarz klubu – Wacław Ostrowski odczytał list PZPN. Z samolotu została zrzucona piłka, a sędziowie wraz z zawodnikami Arki obdarzeni zostali kwiatami i proporczykami klubowymi.

Jak relacjonowała Gazeta Olsztyńska, olsztyniacy przystąpili do meczu z dużą tremą i respektem dla rywala. Do przerwy kibice nie ujrzeli bramek. Osiem minut po przerwie prowadzenie objął Stomil:

„Zdobył ją Kupcewicz niemniej słowa uznania należą się Perlejewskiemu, który był inicjatorem akcji. Wyrównał w 71 minucie stoper Arki – Bieliński z rzutu wolnego. Olsztyniacy źle ustawili mur i w tej sytuacji Pietruszyński był bezradny patrząc jak piłka „ląduje” w dolnym prawym rogu jego bramki.”
Ostatecznie podziałem punktów zakończył się początek przygody Stomilu z drugą ligą. Mimo uzyskanego pierwszego punktu pisano w prasie o lekkim niedosycie. Prawo gry w drugiej lidze dało też popularność piłkarzom Stomilu. Między innymi zdarzało się, że zawodników taksówkarze wozili za darmo.
Zawodnicy pochodzili głównie z regionu. Gdy Janusz Mochola czytał skład biało-niebieskich z przegranego meczu z Zawiszą Bydgoszcz w trzeciej kolejce podkreślał pochodzenie graczy:

Pietruszyński (Olsztyn) – Z. Sosnowski (okolice Bartoszyc), Tryba (Olsztyn), Mochola (Lidzbark Warmiński), J. Sosnowski (Iława), Kubelski (Olsztyn), Lankowski (Olsztyn), Ossowski (Nidzica), J. Kupcewicz (Olsztyn), Pacocha (Olsztyn), Bujkiewicz (Olsztyn), Perlejewski (Młynary).Tego ostatniego zawodnika swego czasu chciał pozyskać pierwszoligowy klub… piłki ręcznej – Wybrzeże Gdańsk, gdyż oprócz piłki nożnej, Perlejewski trenował także piłkę ręczną.

Po podziale punktów w meczu z Arką przyszły dwie porażki – wyjazdowa z Widzewem (0:3) oraz w Olsztynie z Zawiszą Bydgoszcz (0:1). Pięć dni po meczu ligowym z bydgoskim Zawiszą los w Pucharze Polski przydzielił ponownie bydgoszczan. Tym razem olsztyński klub wygrał 3:0 rewanżując się za porażkę w lidze i w następnej rundzie Stomil mierzył się z pierwszoligową Pogonią Szczecin. W rzutach karnych lepsi okazali się Portowcy wygrywając 4:5.


Jak wyglądał transport na wyjazdowe mecze Stomilu?

– Początkowo na wyjazdy delegowana nam była Skoda, taka podobna do słynnego w Polsce „ogórka”, czyli Jelcz 043. Fabryka Stomil współpracowała potem choćby z Continentalem czy też z Francuzami. Później mieliśmy pierwszego w kraju Berlieta.


Pierwsza wiktoria w drugiej lidze przyszła w czwartej serii gier. Do Olsztyna przyjechał Włókniarz Białystok. Liczono, iż Stomil zagra z takim animuszem jak w pucharowym spotkaniu z Zawiszą. Biało-niebiescy zamykali tabelę drugiej ligi. Włókniarz plasował się na dwunastej pozycji z dorobkiem dwóch punktów. Nie tak łatwo przyszła wygrana z białostocką drużyną, która również nie wygrała. Komplet punktów został w Olsztynie po zwycięstwie 1:0. Stomil awansował na jedenaste miejsce.
  • 2.09.1973 r., Stomil Olsztyn – Włókniarz Białystok 1:0 (1:0)
    1:0 – J. Kupcewicz (22)

Stomil: Pietruszyński – Mochola, Tryba, Przybysz, J. Sosnowski, Kubelski, Osowski, J. Kupcewicz, Z. Kupcewicz, Bujkiewicz, Perlejewski.

Włókniarz: Korotkiewicz, Gościłowicz, Grygorczuk, Szwejkowski, Laskowski, Omelniajuk, Zawadzki (Semeniuk), Karolus, Świderek, Drumski, Ostaszewski (Bartos).

Widzów: ok. 4000.

Goście przyjechali do stolicy Warmii i Mazur z nastawieniem na wywiezienie przynajmniej jednego punktu (za zwycięstwo przyznawano dwa punkty).
„(…) rozstrzygnięcie w tym pojedynku nastąpiło w 22 minucie. Po centrze ładnym strzałem głową popisał się młodszy z braci Kupcewiczów – Janusz i atletycznie zbudowany, zresztą zupełnie nieźle grający bramkarz gości – Korotkiewicz, tym razem nie miał więcej do zrobienia (…)” – zamieściła w relacji Gazeta Olsztyńska.
Jako ciekawostkę można podać fakt, iż podczas nagrywania filmu o fabryce opon samochodowych ekipa realizacyjna zagościła również na kilka drugoligowych meczów z udziałem drużyny Leona Wolnego. Pod względem organizacyjnym olsztyński klub nieco rozwinął się, a także co jakiś czas robiono… analizy wideo.

  • 23.09.1973 r., Stomil Olsztyn – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)

1:0 – Tryba (88)

Stomil: Pietrusiński – Mochola, Tryba, Przybysz, Z. Sosnowski, Lankowski, Misiak (65 Osowski), Bujkiewicz, Zb. Kupcewicz, Blachowski, Perlejewski.

Lechia: Słabik – Musiał, Kaczmarek, Żemojtel, Górski, Gładysz, Głownia, Delega, Bartosiak (46 Rogacki), Orczykowski, Puszkarz.

Widzów: ok. 9000

Nie ukrywano w zapowiedzi faktu, iż zobowiązano drużyny gdańskie – Lechię, Stocznowiec i gdyńskie – Bałtyk oraz Arkę do tego, aby grały w sposób umożliwiający jednej z tych drużyn ewentualny awans do Ekstraklasy (w tej samej kolejce Arka Gdynia grała z Bałtykiem Gdynia, a mecz zakończył się bezbramkowym remisem co dawało Arce trzecie miejsce w tabeli). Lechia zajmowała szóste miejsce, ale do lidera traciła tylko jeden punkt. Lechici mieli jeszcze w zanadrzu zaległe spotkanie.

„Od olsztyniaków zależeć będzie czy mecz rozgrywany w naszym mieście odbywać się będzie tylko przy widowni gdańskiej, czy też naszych kibiców stawi się więcej niż gdańszczan. (…)”

Zapowiadano przyjazd blisko czterotysięcznej grupy z wybrzeża za pośrednictwem pociągu specjalnego oraz ilości kilkudziesięciu autokarów.

Kilka dni wcześniej Stomil zagrał sparing z Odrą Opole, a po tym meczu do olsztyńskiego zespołu trafiło czterech zawodników. Trener Wolny do pierwszej jedenastki chciał wystawić Błachowskiego i Misiaka, a Latawiec i Bergier mieli znajdować się na ławce rezerwowych. W konkursie Gazety Olsztyńskiej na wytypowanie wyniku pojedynku z Lechią dominowały rezultaty 1:0 oraz 2:0 na korzyść olsztynian.Już na dwie godziny przed meczem na trybunach zajmowali miejsca najbardziej zagorzali sympatycy obydwu zespołów. Kibice Lechii dumnie szli ulicą Limanowskiego na obiekt Warmii. Stadion na Zatorzu nie jest z każdej strony otoczony trybuną. Od strony obecnych ogródków działkowych w latach 60. była również trybuna, więc była to „zamknięta bryła”. Od lat 70. tej trybuny już nie ma.

– Wokół stadionu Warmii było tyle ludzi, że było ciężko przejechać, a nawet i przejść – mówi Janusz Mochola. – Były afery. Szli grupą i blokowali ruch.

Nerwowa atmosfera udzielała się również zawodnikom oraz arbitrowi Władysławowi Plucie. Jak pisała „GO” sędzia popełniał wiele podstawowych błędów. Na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem olsztyniacy przeprowadzili kolejny atak. Jeden z obrońców Lechii wybił piłkę na rzut rożny. Egzekwował go Zbigniew Kupcewicz. Dobrze technicznie i silnie bitą piłkę przejął na głowę Mirosłąw Tryba zmieniając jej lot. Bramkarz Lechii jest bez szans, a Stomil objął prowadzenie, którego już do końca nie oddał.

Lechia Gdańsk spadła na ósme miejsce, a Stomil z pięcioma punktami w sześciu meczach miał na swoim koncie pięć punktów.

Powiedzieli po meczu:

Leon Wolny (trener): – W pierwszej części moi chłopcy nie mogli dać sobie rady z bezpardonowo grającym przeciwnikiem. W drugiej połowie meczu było już dobrze. Jestem przekonany, że zespół stać na dobrą grę. Próbkę tego dali w sobotę. Na szczególne wyróżnienie zasługuje gra całej obrony, a po przerwie i w ataku Lechia z pewnością nie spodziewała się, iż straci punkty w Olsztynie.

Andrzej Dobrowolski (najlepszy w województwie olsztyńskim koszykarz): – Obserwuję wszystkie mecze mistrzowskie Stomilu rozgrywane w Olsztynie. Sobotni był najlepszy. Coraz większe zainteresowanie publiczności, która w odróżnieniu od poprzednich spotkań swym dopingiem pomagała naszej drużynie. Tak, naszej, gdyż zespół olsztyński uważam za reprezentację olsztyńskiego piłkarstwa na szczeblu centralnym. Skończmy z antagonizmami i pomagajmy drużynie sportowym dopingiem.

Lechia Gdańsk kilka dni po meczu wysłała pismo z przeprosinami za incydenty z udziałem kibiców swojego klubu:

„(…) zajścia chuligańskie wywołane przez tzw. kibiców stały się tematem obrad zarządu klubu, przedstawicieli Milicji Obywatelskiej oraz władz sportowych.”

11 listopada listopada Stomil grał wyjazdowe spotkanie z beniaminkiem Gwardią Koszalin. Gwardziści nie przegrali pięciu ostatnich meczów na własnym boisku i zajmowali trzecie miejsce w tabeli.
  • Gwardia Koszalin – Stomil Olsztyn 0:1 (0:0)

0:1 – J. Kucpewicz (90)

Gwardia: Bachusz – Kowalczyk, Zdanowicz, Kurek, Szpakowski, Michalak, Mila, Nowak (Kaźmierczak), Nowicki, Kruk, Pałka

Stomil: Berger – Mochola, Tryba, Przybysz, Z. Sosnowski, J. Kupcewicz, Osowski, J. Sosnowski, Z. Kupcewicz (Perlejewski), Błachowski, Misiak.

– Towarzyszyła typowo jesienna aura. Przed tym meczem kierownikiem został Alojzy Jarguz, sędzia międzynarodowy. Był kierownikiem ośrodka Stomilu w Mikołajkach. Miło go wspominam, bo zawsze był w porządku. W dniu meczu z Gwardią pięćdziesiąte urodziny miał Władysław Leonhard. Alojzy Jarguz przyszedł do szatni i powiedział, że za wygrany mecz otrzymamy od Leonharda tysiąc pięćset złotych na głowę – wspomina Janusz Mochola.

W relacji Stanisława Figla dla Gazety Olsztyńskiej czytamy:

„Kiedy wydawało się, że wynik bezbramkowy nie zostanie zmieniony, z którego goście byli już nawet zadowoleni, zwalniając tempo gry, losy meczu rozstrzygnęły się dosłownie w ostatnich sekundach gry. Nastąpiło nieporozumienie pomiędzy obrońcami Gwardii. Sytuację próbował wyjaśnić Bachusz, wybijając piłkę ręką, lecz już poza linią pola karnego. Sędzia podyktował rzut wolny. Pewnym egzekutorem okazał się Janusz Kupcewicz, który znalazł lukę w niezniszczalnym „murze” gwardzistów nie dając żadnych szans Bachuszowi.”
Komplet punktów wywalczony na trudnym terenie pozwolił awansować z ósmej na szóstą lokatę. Później przyszedł bezbramkowy remis ze Stoczniowcem Gdańsk, a w ostatnim meczu jesieni Stomil przegrał na wyjeździe 0:1 z trzecim w tabeli Motorem Lublin kończąc rundę na ósmym miejscu.

Tak ostatni mecz sezonu tak wspomina Janusz Mochola:

– Graliśmy z Motorem Lublin. Walczyliśmy o utrzymanie wraz z Włókniarzem Białystok między innymi. Byliśmy przed meczem na obozie w Szczytnie, w „Leśnej”. Przyjechał Pan dyrektor Władysław Leonhard z szefem związków zawodowych, działaczami. Rozmawialiśmy przy kawie i Pan Leonhard mówi: – Krótko i na temat, za zwycięstwo daję po dwadzieścia pięć tysięcy. Miało to równowartość małego wkładu na mieszkanie. Najlepsza wypłata w Stomilu w tym czasie wynosiła cztery i pół tysiąca złotych. Była rozbudowa fabryki, były fundusze i nie było ograniczeń. Jechaliśmy na mecz i można było usłyszeć w autokarze muchę jak lata, bo była taka koncentracja. Wygraliśmy 1:0.

Stomil zakończył pierwszy sezon na drugoligowym szczeblu na dwunastym miejscu z dorobkiem dwudziestu siedmiu punktów (dziesięć zwycięstw, siedem remisów i trzynaście porażek).

Przygotował Paweł Piekutowski